Yin Joga

Znowu nie udało mi się zebrać w sobie żeby udać się w plener. A weekend był niczego sobie.
Ale jak zwykle jakoś tak wyszło, że wygrało spanie i zajęcia popoludniowe. To sobotnia impreza dla dzieci a w niedzielę... Nie no w sumie skoczyłam na aleję drzew ale nie wróciłam zadowolona. O ile cały dzień dawało słońce tak koło osiemnastej na zachodzie zbierały się chmury i moje boczne światło, które miało mi ładnie wydobyć drzewa jakoś mnie nie powaliło. Poprostu nie ma co za dużo myśleć tylko brać sprzęt i jechać bo od rozważania czy dziś a może lepiej jutro nic nie wynika.

Za to udało się coś nowego. Na niwie sportowej. Klub zmienił plan i w niedziele rano doszła yin joga, coś czego nigdy nie próbowałam, ale wiedziałam, że to coś spokojnego na dłuższe posiedzenia w jednej asanie. Zatem postanowiłam połączyć to z poranną przebierzką po czym wreszcie porządnie się po biegu rozciągnąć. Godzinka minęła jak z bicza strzelił. Choć córa, która była w bawialni na dole stwierdziła, że długo to wszystko trwało. Ale jak sobie od czasu do czasu machnę przebieżkę, saunę, prychol i yin to się chyba nic nie stanie :).  A potem na chatę i dalejże obiad i na plac zabaw...
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz