Rutyna

Dziś akurat chwila czasu na wpis wpadła bo dzieciom zorganizowałam towarzystwo zabaw.
Wpadamy powoli w rutynę codzienności. Zaczęły się nowe szkoły. Każdy musi się otrzaskać z nowym otoczeniem. Do tego wrociły zajęcia sportowe po szkole i tak leci dzień za dniem. Nawet nie zasiadłam do fot weselnych. Za to już mnie ciągnie gdzieś na plener jesienny.
Kiedy rano jadę do szkoły z małą przez las i jest mgła i słońce się na mgle lekko kładzie i rozbija, wygląda to bajkowo. Ciepłe światło... mhhh
Więc postanowiłam na piątek przepakować torbę, wziąc aparat, wyjechać wcześniej i pofocić drogę do szkoły. I co.. idę po rower. Guma. Dobrze, że gotowe dętki zapasowe w szopie leżą to szybka zmiana ale i tak czas poszedł w plecy i tyle z focenia było, że trzeba było gnać do szkoły i roboty.
Dziś za to rano mgła wisiała tak gęsta, że światła praktycznie nie przepuszczała, ale postanowiłam i tak się wyrwać z domu. Nawet się celowo na wschód słońca nie zrywałam, bo mi się nie chciało, ale jak wstałam to patrzę taka mgiełka, mglisko właściwie. To sobie myślę spróbuję. W sumie wiedziałam już widząc po drodze, że światła tu nie będzie ale jak już wsiadłam na rower to się nie wracałam. Mam taką miejscówkę, już byłam ją raz jesienią obwąchać. Zrobiłam kilka fot ale do chaty musiałam wracać, bo obiecałam synowi, że go do kumpla zawiozę a potem na bieg na drugi koniec miasta. Więc czasu nie za dużo.
Kiedy jechałam do domu mgła się podniosłai lekko zagrała ze światłem, co prawda nie tym superporannym ale jednak... i tak jest zawsze ;)
Normalnie rąbek u spódnicy powiedziałby niejeden...
Zresztą z tym biegiem, co to miał syn startować, to też historia, bo ja miałam biec. Mój pomysł. Plan treningowy zrobiłam w połowie, bo tylko interwały i czasówki a zero długich wybiegań. Ale i tak mi się nie chciało dziś jechać.
Nie wiem czemu, dobrze było jednak zrobić plan.
Lekko nie było ale na ściganie się już zabrakło mi chęci...

Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz