Na gorąco

Wesele, wesele i po weselu. Miłe, fajne chwile w gronie rodzinnym zleciały jak z bicza strzelił. Zdjęć trochę probiłam. Nie miałam stresa ogólnego, bo był fotograf, profi z doświadczeniem a nie jakaś matka focąca między gotowaniem obiadu a wożeniem dzieci na zajęcia...
Średnio więc też jestem zadowolona z wypocin, albo może zbyt ostro się oceniam.

Dziś z koleji skoczyłam na łąkę obok pracy. Wieczorkiem po objeżdżeniu kursu pływania z małą, wykąpania starszego, chorego synka, którego mąż dziś musiał zabierać z zielonej szkoły bo było kiepsko z nim. Więc tata w przerwie między montowaniem oświetlenia w nowym domu a naprawą roweru mamie położył małą spać. Choć Maja nie była zadowolona, że wychodzę. A ja przywiozłam za to materiał do obróbki, choć powoli trzeba będzie wprowadzić jakąś inowację bo mam wrażenie, że się powtarzam.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz