po weekendzie

Za oknem leje, mi się chce spać jak nie wiem ale sama sobie mówię trzeba zasiąść cos naskrobać. Co się działo w weekend z moim hobby. A no tak... w czwartek spadł śnieg, sporo nawet, piątek rano był piękny wschód słońca z malowniczą mgiełką wynurzającą się z lasów i wiszącą nad polami. Ale nie jechałam wtedy focić tylko do pracy. Postanowiłam jednak wstać rano w sobotę i skoczyć w plener. Warunki pogodowe sprawdziłam, zapowiadało się podobnie jak w piątek. Białe od mrozu drzewa, mgła i kolory wschodu. Ale jak to bywa aż tak porywająco nie było. Było ładnie ale bez szału. Niedziela to już bezbarwna na maksa była. Zawsze tak jest. Jadę do pracy pięknie, zbiorę się, wstanę - średno. Więc okienko wykorzystałam. Pluć w brodę sobie nie pluję, po ósmej byłam z powrotem. W drzwiach staję i słyszę "Mamo tosta z maszyny"(tak u nas nazywa się ten do sandwichy), "Mamo pobawimy się Barbie". A ja sama przed śniadaniem. Pytam gdzie tato, a tato mówi, że się dzieciaki stęskniły. Nie było mnie dwie godziny, z tego jedną towarzystwo spało :).
Potem już zakupy, obiad, w czasie śniadania kolorowanka o Kreciku :) chwila Barbie, potem w biuro się pobawiłyśmy. Starszy na szczęście miał kumpli. W sobotę nie starczyło już czasu na trening biegowy. W niedziele, mała była zaproszona na urodziny, duży się trochę ponudził, bo w niedziele kumple się rozpływają w powietrzu. Więc pobiegłam w niedziele, ledwie 10,5 km, choć w planie stoi 16 km. Już widzę swój plan treningowy. Do 2-ego kwietnia do małego offroadu przy Ammersee. Na szczęście zapisałam się na mikrodystans 6, coś. Dziś powinnam mieć interwały ale pada i pada...

Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz